piątek, 14 marca 2014

Szyna sufitowa.

Od zawsze nie lubiłam karniszy, które tylko oszpecają wnętrze, zbierają kurz i kojarzą się z mieszkaniami w ,,wielkiej płycie". Użeranie się z ,,żabkami" przy zakładaniu firan było dla mnie wielką katorgą, a ozdobne kule, kwiatki lub inne pierdoły na ich zakończeniach są synonimem tandety.

Dlatego od dłuższego czasu szukałam jakiegoś fajnego rozwiązania, które nie będzie rzucać się w oczy i będzie wygodne przy zakładaniu firan czy zasłon.

Przechadzając się po alejkach w Leroy Merlin natrafiłam na szyny sufitowe. Byłam zdziwiona ponieważ do tej pory nie wiedziałam, że takie można kupić bez problemu nawet w sieciówce (chyba zostałam w tyle z tą techniką:)).

Szyny są dostępne w kilku obciach: jedno, dwu lub trzy torowe. Można wybierać z pośród różnych wymiarów od 100 cm do 300 cm. Dostępne są zaokrąglone łączniki oraz osłony szyny. Mankamentem jest to, że każdy element trzeba dokupić osobno, począwszy od zaślepek na boki i śruby po klamry i agrafki.
W Leroy Merlin dostępne są szyny z dwóch materiałów z plastiku i płyt wiórowych, te drugie są bardziej uniwersalne gdyż można je przycinać do sowich potrzeb.

Koszt jest zależny od wielkości szyny te najkrótsze zaczynają się od 40 zł, klamry i żabki około 15 zł za paczkę 15-30 szt. Cała szyna z pełnym kompletem wyjdzie nas porównywalnie do karnisza.

Szyny najczęściej montuję się w podwieszanym suficie, aby były niewidoczne, całość daje efekt jak by firany wypływały z sufitu. Ja zamotuje je tradycyjnie, tylko do sufitu bez karton gipsu czy osłonek. Jutro możecie spodziewać się efektu mojej pracy w drugiej odsłonie cyklu ,,Kobieta na budowie" w której pokaże jak zamontować szynę aby było to łatwe i przyjemne:)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz