środa, 4 marca 2015

Architekt- od czego się zaczęło.

Już jako 7 letnie dziecko myślałam o byciu architektem, z czasem te plany przeradzały się w różne inne zawody, zmieniałam koncepcje i zainteresowania, aż przyszedł czas klasy maturalnej kiedy to musiałam zdecydować w którą stronę chce iść.

Rozważałam dwa kierunki prawo i architektura, i wiecie co wybrałam... prawo!

Do tej pory jestem w szoku jak to wspominam, przecież spędziłam 3 lata ucząc się kodeksów, oczywiście gdzie...na budowie, dla większej ironii. Siedziałam przed książkami, uczyłam się na pamięć bez żadnej radości, tylko tak aby się nauczyć i zdać, a myślami przebywałam na budowie.

Uświadomiłam sobie błędną decyzję kiedy mój facet zakładał firmę remontową-budowlaną, temat ten pochłoną mnie doszczętnie. Większą frajdę sprawiało mi wybieranie sprzętu niż siedzenie i słuchanie o nowych sprawach wykładowcą. Zawsze oglądnie planów i projektów wygrywało z nauką o prawie.

Aż po 3 latach uświadomiłam sobie, że jestem nienormalna! Jak mogę studiować coś co mnie nie kręci, to strata czasu i życia, a ja od zawszę chcę robić to co sprawia mi przyjemność.

Zostawiłam prawo i zaczęłam się zastanawiać co dalej, w którą stronę chce iść. Na początku myślałam o projektowaniu wnętrz, niczego więcej nie chciałam, ale znalazłam ciekawą szkołę, fajny kierunek bo architektura ze specjalizacją projektowanie wnętrz i nie żałuję. Na początku myślałam, o tym w kategoriach zdobycia lepszego tytułu, a i tak chciałam zająć się wnętrzami, teraz zaczynam myśleć, że coraz bardziej podoba mi się projektowanie budynków, domów, że jest to tak wysoki zakres możliwości, że nigdy mi się nic nie znudzi, ten zawód jest bez ograniczeń, jedyne co ogranicza to własna wyobraźnia, a z nią to ja nie mam problemu.

Wiecie co jest ciekawe, że dopiero teraz niedawno uświadomiłam sobie dlaczego dokonałam takie wyboru, bałam się iść na architekturę bo nie umiem rysować! Taka mała pierdoła o mały włos, a przekreśliła by moje marzenia, faktem jest, że dalej moje rysunki wyglądają jak hieroglify, a rysunku odręcznego boję się niesamowicie, ale wiem, że dam radę bo spełniam swoje marzenia i walczę, po to by robić to co lubię i co sprawia mi przyjemność. 

Opowiedziałam Wam odrobinkę swojej historii, bo przez tą pogodę dostaję szału, musiałam się zmotywować i zrobić restart, że z beznadziejnej sytuacji miałam odwagę przejść w sytuację dzięki której jestem coraz bliżej celu i wykonywania zawodu który mnie satysfakcjonuje i zadowala.

1 komentarz:

  1. To co ogranicza w zawodzie czy to architekta, czy projektanta to nie własna wyobraźnia, bo żeby dojść do jej kresu, trzeba przebić się przez ograniczenia rynku i inwestorów. A z rysowaniem to być może jesteś dla siebie zbyt surowa? Bo prawdę powiedziawszy projektant, czy architek który dobrze nie rysuje to jak piosenkarz, który dobrze nie śpiewa. Jasne, są programy do renderingu, jest autocad... piosenkarz też może lecieć z plejbeku a w studio nagrań go wyretuszują, tylko po co komu taki piosenkarz?

    OdpowiedzUsuń